Tak naprawdę uwielbiam moment pleneru gdy możemy sobie już beztrosko popaplać i jakoś żal się rozstawać bo czas wspólnej pracy dobiega końca. Obiecuję sobie także nikomu nie odpuścić z naszych przyszłych Młodych Par, zarówno tych już zaklepanych jak i przyszłych.
Tego dnia lało jak z cebra. Wpadliśmy do domu Oli i Michała totalnie przemoczeni (chyba opatentuję sobie kaloszki w bagażniku :-))). Cała akcja rozgrywała się pieruńsko szybko włącznie z przygotowaniami, mszą i weselem. A było pięknie i miłośnie.






























Spotkaliśmy się miesiąc później na plenerze i rozmów z Olą nie było końca gdyż... Okazało się że Ola jest w ciąży :-))) Sami wiecie (a może nie wiecie), że podobne łączy stąd mogłyśmy sobie pogadać o różnych ważnych sprawach związanych z tym faktem choć pewnie trochę to nudziło naszych mężów.








