sobota, 11 lipca 2009

Zażarcie i zawzięcie

Wszyscy czekali ze zniecierpliwieniem "dojedzie, nie dojedzie". Mowa o zaprzyjaźnionym księdzu Irku, który aby udzielić błogosławieństwa Młodym pędził do nich z Górnego Śląska po wcześniejszym odprawieniu mszy porannej...

"...Martyna kocha Roberta zawzięcie (lub "za wzięcie") a Robert Martynę zażarcie (lub "za żarcie")..."

Takimi zabawnymi słowami rozpoczął swoje kazanie i Wszyscy buchnęli śmiechem.
Wiem, że jestem wtedy w pracy, ale na moment kazania uwielbiam usiąść w ławce i wysłuchać tych słów płynących tylko dla Młodych. A słowa mówione przez Przyjaciela zawsze ruszają serca, śmieszą do łez i budzą salwy śmiechu...

W takich momentach myślę sobie "Kurcze, mam szczęście, że Ci Młodzi dopuścili mnie bym mogła uczestniczyć w tak ważnych dla nich chwilach".

Martyno i Robercie, wielkie dzięki, że mogłam być z Wami tego dnia i cieszyć się Waszym Szczęściem.

Poniżej tradycyjnie kilka z tych złapanych chwil :-))





































































3 komentarze:

  1. Martyna i Robert13 lipca 2009 11:06

    na szczęście dojechał, bo bez niego ta uroczystość nie byłaby tak wspaniała:) a bez Was my nie mielibyśmy takich zdjęć! jeszcze długo długo będą budził w nas takie emocje i wzruszały do łez:)
    samo dziękujemy to banalnie brzmi, ale na prawdę DZIEKUJEMY!!!! nie tylko za zdjęcia, ale za to, że byliście z nami:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ostatnie zdjęcie widziałam wcześniej w kolorze ale to jest o wiele fajniejsze :) zresztą cały reportaż jest bardzo fajny

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wielkim wrażeniem, zdjęcia są cudowne!
    Jeszcze nie wychodzę za mąż,ba! Nie mam nawet kandydata na męża, ale już teraz wiem, do kogo się uśmiechnąć:)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń